Czy Grammy w operze mają sens?
Wręczono najpopularniejsze statuetki przemysłu muzycznego. Jak zwykle raz do roku obiektywy i mikrofony skierowane były na Los Angeles, gdzie branża muzyczna statuetkami gramofoników podsumowywała miniony rok.
Oczywiście nas najbardziej interesowała muzyka klasyczna, ze szczególnym uwzględnieniem laurów przyznawanych w muzyce operowej. Co tu ukrywać – to właśnie ta kategoria budzi wiele emocji, bowiem jak zwykle wywołała dyskusje nad sensem i celowością tej konkretnej statuetki z napisem Best Opera Recording.
Cóż, z faktami trudno dyskutować. Tym razem statuetka trafiła do Jake’a Heggiego za nagraną przez Houston Grand Opera (HGO), pod dyrekcją Kwamé Ryana (z udziałem solistów: Janai Brugger, Jamie Barton i J’Nai Bridges), operę Intelligence.
Pochylmy się nad samym dziełem.
Jak zauważył Richard Fairman z „Financial Times”:
„Popyt na nowe amerykańskie opery sprawia, że kompozytorzy i libreciści mają więcej możliwości niż kiedykolwiek wcześniej. Kompozytor Jake Heggie ma na koncie 10 pełnometrażowych oper oraz kilka jednoaktowych. Librecista Gene Scheer wylicza 19 oper różnych kompozytorów, z których najbardziej znana jest Heggiego. Intelligence (prapremiera z 2023 roku w wykonaniu Houston Grand Opera, uchwycona na tym nagraniu) to ich najnowsza współpraca. Akcja opery rozgrywa się podczas amerykańskiej wojny secesyjnej i przedstawia dwie prawdziwe kobiety z Richmond w stanie Wirginia — Elizabeth Van Lew, białą kobietę z uprzywilejowanych środowisk, oraz Mary Jane Bowser, czarnoskórą kobietę urodzoną w niewoli — które mogły dołączyć do szpiegostwa dla Unii. Wiele z ich historii pozostaje nieznane, więc libretto opiera się głównie na fikcji historycznej. Jest tu sporo emocjonalnych dramatów o wysokiej stawce, które dobrze sprawdzają się w operze, choć ostatnie ujawnienie rodzinnej relacji między tymi dwiema kobietami wydaje się dość sztuczne”.
Tyle fabuła (w skrócie). Nas jednak interesuje sam fakt istnienia Grammy w dziedzinie opery. Owszem, statuetki w tej kategorii dają operze globalną widoczność. Dla wielu ludzi to jedyny moment w roku, gdy w ogóle słyszą, że coś takiego jak nowa opera czy nagranie operowe istnieją. Docenia się nagrania, a nie „event” sceniczny. To ważne, bo świetna interpretacja studyjna (nie mylić ze sceniczną) to osobna sztuka. Czasem naprawdę trafiają w punkt – nagrody dostają topowi dyrygenci, śpiewacy i zespoły, często za bardzo solidne, wręcz referencyjne realizacje. Czyli gdzie jest pies pogrzebany?
Grammy to laury amerykańskiego przemysłu muzycznego. To nagroda fonograficzna, nie – jak w wypadku opery – teatralna.
A opera żyje na scenie! Grammy oceniają głównie jakość nagrania, nie dramaturgię, reżyserię czy energię spektaklu. A przecież w operze te ostatnie elementy są nie mniej istotne niż sama fabuła czy zapisane w partyturze nuty. Stąd najczęściej wygrywają „bezpieczne” wybory: klasyka plus duże nazwiska. Współczesna opera albo odważniejsze interpretacje mają trudniej i z tego powodu tegoroczny werdykt cieszy. Nie zmienia to faktu, że można mówić wręcz o niszowości tej kategorii. Kategorie operowe są słabo nagłaśniane, a głosujący nie zawsze są specjalistami od opery. Nie wchodząc w sam mechanizm głosowania – owszem, decyzje należą do ludzi z tzw. branży, ale czy słyszeli dane dzieło, widzieli spektakl, czy raczej jest to konkurs piękności?
Chcę wierzyć, że jest to ocena merytoryczna, jednak znajomość realiów sprawia, że znane mi osoby oddające głos w Grammy pozwalają powątpiewać.
W świecie operowym Grammy nie mają takiej wagi jak International Opera Awards czy laury krytyków (np. Gramophone). Często traktuje się je raczej jako miły bonus niż ostateczny wyznacznik jakości. Ale nie zapominajmy, że Grammy w operze to dobra promocja gatunku, średni barometr artystycznej odwagi, ale i słaby miernik teatralnej prawdy.
Są – i to jest świetne – jednak nie traktujmy ich jak wyroczni.
Na Grammy 2026 główną nagrodą operową – Best Opera Recording – została uhonorowana wspomniana produkcja Intelligence Jake’a Heggiego (pod batutą Kwamé Ryana).
Nominowane w tej kategorii były także inne ważne nagrania:
Huang Ruo – An American Soldier (American Composers Orchestra) – opowiada prawdziwą historię żołnierza chińsko-amerykańskiego, który po licznych rasistowskich nękaniach popełnił samobójstwo. Opera opiera się na aktach sądowych.
Mary Kouyoumdjian – Adoration (Silvana Quartet / Choir of Trinity Wall Street) – opowieść o licealistce, której fikcyjna historia o spisku terrorystycznym staje się viralem, ujawniając, jak żal, rasizm i medialne zniekształcenia zderzają się, by zaciemnić prawdę.
Emma O’Halloran – Trade & Mary Motorhead (Irish National Opera) – w porywającym monodramacie Mary Motorhead skazana morderczyni zaprasza nas do poznania swojej tajnej historii — rozczarowań i zdrad, które ukształtowały jej życie — z nadzieją, że rzuci to światło na mrok jej czynów.
Jeanine Tesori – Grounded (Metropolitan Opera Orchestra & Chorus) – libretto zostało zaadaptowane ze sztuki George’a Branta o tym samym tytule. Opera przedstawia pilotkę Jess i ukazuje jej zmagania z adaptacją do wojny dronów. Sposób, w jaki opera poruszyła temat wojny dronowej, był powszechnie krytykowany przez recenzentów, którzy sugerowali, że dziełu brakuje wyraźnego antywojennego przesłania.
Co pokazują tegoroczne nominacje? Oznacza to, że decydenci Grammy dostrzegli różnorodność współczesnej opery, nominując zarówno dzieła klasycznie ujęte, jak i de facto nowoczesne, mniej znane tytuły. Ważne, że odnoszą się one wprost do problematyki współczesności: alienacji, dyskryminacji, śmierci. Można powiedzieć – tematyka tabloidowa, ale… Tegoroczna nagroda dla Intelligence to ciekawy sygnał — nie za „klasyczny kanon”, lecz za nowoczesne, scenicznie wymagające dzieło, łączące muzykę z dramaturgią teatralną i tematami społecznymi. Operowe nagrania konkurują dziś z szerokim wachlarzem realizacji współczesnych kompozytorów, a nie tylko z utworami „bezpiecznie” wpisanymi w kanon. Recording Academy nie ignoruje mniejszych scen czy premierowych realizacji – przykładem może być irlandzka opera, co samo w sobie jest pozytywnym sygnałem. Znamienne, że – w przeciwieństwie do lat minionych – nie ma tu „pewniaków” z kilku wiodących scen świata. Grammy przyznano operze będącej nowym dziełem, a nie kolejnemu „bezpiecznemu” klasycznemu tytułowi.
Nie zmienia to faktu, że Grammy nadal oceniają nagranie, nie spektakl sceniczny — teatralne aspekty opery traktowane są tu drugorzędnie.
W nagrodzonej operze Heggie robi to, co umie najlepiej. Jego atuty to czytelna, komunikatywna tonalność, podszyta współczesnymi środkami (minimalizm, ostinata, filmowa narracyjność). Silna jest rola orkiestry jako nośnika napięcia psychologicznego, a nie jedynie tła. Partie wokalne pisane są „pod głos” – śpiewne, dramatycznie sensowne, bez bezsensownej ekwilibrystyki na zasadzie sztuki (cyrkowej) dla sztuki.
To nie jest muzyka, która próbuje „zrewolucjonizować język opery”, lecz taka, która chce być zrozumiana. I trudno to przecenić. Każdy jednak wyciągnie inne wnioski: dla purystów bywa ona nadto przewidywalna, podczas gdy dla melomanów i słuchaczy jest niezwykle wciągająca.
Atutem jest libretto – opera o moralnej niejednoznaczności, odpowiedzialności i władzy informacji, pozbawiona prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Napięcie budowane jest bardziej psychologicznie niż efektowo. To ważne, bo na scenie działa to jak dramat, a na płycie nadal się broni — co, uwaga, zdarza się rzadko. Intelligence wygrywa zespołowością (brak jednego „gwiazdora” dominującego całość), świetnym prowadzeniem tekstu (słowo naprawdę coś tu znaczy) oraz bardzo dobrą równowagą między orkiestrą a głosami, co zdaje się kluczowe w tym nagraniu.
Bo Intelligence – co znamienne – jest współczesna, ale przystępna; brzmi znakomicie i porusza temat „na czasie”, bez publicystycznej łopatologii. Można powiedzieć, że to amerykańska opera w najbardziej eksportowej wersji – dzieło może nie najbardziej radykalne, ale najbardziej kompletne.
Reasumując: mamy do czynienia z nagraniem operowym, które bardzo zasłużenie otrzymało nagrodę, ale dziełem przełomowym w historii opery nie jest. Pokazuje jednak, gdzie dziś przebiega główny nurt współczesnej opery i o czym opowiada ona „tu i teraz”. Czy jest to ziarno czegoś, co zapisze się w historii opery trzeciej dekady XXI wieku? Moim zdaniem tak. Telewizyjność i filmowość w kontekście współczesnych mediów wydają się nieuniknione.
Narzędzia i język współczesnej sztuki przenikają się, granice wypracowane w romantyzmie czy neoklasycyzmie zacierają się, a nawet przestają istnieć. Ale czy puryści są na to gotowi? A może krytycy mierzą współczesną operę miarą tego, jak pojmowano ją w czasach Verdiego, Pucciniego czy Mozarta – a to właśnie takie myślenie czyni ten gatunek „na wymarciu”?
O jednym jednak trzeba pamiętać: opera jest takim samym sposobem komunikacji jak inne sztuki. Adresowana jest do odbiorcy, a nie do krytyka. Ostatecznie to widz, meloman, głosuje nogami. Tym razem padło na Intelligence. Kto następny?