Dorota Szczepańska: rola Kleopatry była od zawsze na liście moich marzeń
Na scenę Warszawskiej Opery Kameralnej powraca opera Georga Friedricha Händla „Juliusz Cezar w Egipcie”. W rolę Kleopatry, ostatniej królowej hellenistycznego Egiptu, której losy pobudzają wyobraźnię ludzi od ponad dwóch tysiącleci, wcieliła się Dorota Szczepańska. Z artystką przed marcowymi spektaklami rozmawia Agata Ubysz.
W październiku zeszłego roku pokazała się Pani warszawskiej publiczności jako Kleopatra w operze „Juliusz Cezar w Egipcie”. Jaką postać zobaczyli widzowie?
Myślę, że przede wszystkim bardzo kolorową! Ta partia daje niesłychane pole do popisu nie tylko wokalnego, ale i aktorskiego, ponieważ Kleopatra pokazana jest w bardzo wielu odsłonach: od kokietki po kobietę waleczną i zrezygnowaną. Właściwie każde wejście na scenę ukazuje tę niezwykłą postać w innym charakterze, również pod względem samego wyglądu, bo w tym spektaklu przebieram się aż 7 razy!
Z jakimi wyzwaniami muzycznymi musiała się Pani zmierzyć przy tej roli
Każda aria ma swoje trudności, a do tego jest to rola naprawdę duża i trzeba umieć w niej mądrze rozłożyć siły. W spektaklu Warszawskiej Opery Kameralnej w reżyserii Włodzimierza Nurkowskiego, postać Kleopatry jest też bardzo dynamiczna, więc dochodzą wyzwania strikte kondycyjne. Podczas „V’adoro pupille” jestem noszona przez cudownych tancerzy (których serdecznie pozdrawiam!), a śpiewając „Da tempeste” – tańczę. Przyznam, że potrzebowałam trochę czasu, aby nauczyć się wiarygodnego poruszania na scenie jednocześnie śpiewając bez zadyszki.
Czyli jednak wyzwanie?
Oczywiście, ale ogromna radość dla mnie! Rola Kleopatry rozwija mnie na wielu płaszczyznach, zmusza do przekraczania granic, a jednocześnie jest spełnieniem marzenia, bo od zawsze była na mojej liście ukochanych partii. Mam nadzieję, że jeszcze będę miała wiele okazji, aby ją zaśpiewać!
Kleopatra zdobyła wielką władzę, by na koniec życia stracić wszystko. Opera Händla pokazuje jednak tylko wyrywek z fascynującego życia tej mitycznej piękności i kończy się sceną triumfu Juliusza Cezara i Kleopatry w Aleksandrii.
Kleopatra ukazana jest jeszcze na długo przed rozkochaniem w sobie Marka Antoniusza, a później popełnieniem samobójstwa. Natomiast w jej postaci widać już pewien przebłysk tendencji do targnięcia się na swoje życie. Kiedy przegrywa i jest pewna, że Cezar poległ na polu bitwy, a w dodatku jest więziona przez Ptolomeusza i zdana na jego łaskę, postanawia zabić się przez ugryzienie żmiji. Widać jak dumną jest kobietą i jak silną ma potrzebę, aby wszystko odbywało się na jej warunkach. Kleopatra po prostu nie znosi porażki.
Czy wśród ról, które już Pani zaśpiewała, jest taka, która była szczególnie wymagająca emocjonalnie?
Jedną z takich cięższych ról była dla mnie rola Marii w „Lazarus” Schuberta, którą śpiewałam podczas Potsdamer Winteroper (Opera Zimowa). Spektakl reżyserował Frederic Wake-Walker, a dyrygował Trevor Pinnock. Cała historia opowiada o śmierci Łazarza. Nie ma w niej wielu zwrotów akcji, wszystko koncentruje się wokół tematyki umierania. Dużo więc działo się w świecie wewnętrznym i nacisk kładziony był przede wszystkim na głębię przeżycia. Pamiętam, że dużo płakaliśmy. Praca nad rolami dotknęła w każdym z artystów delikatnych prywatnych strun i dość długo trwało, zanim udało nam się złapać emocjonalny dystans.
Dziękuję za rozmowę.