PL
en
Zamknij

Arrow „Matki Chersonia”. Opera o wojnie, stracie i nadziei

27 Paź, 2026
„Matki Chersonia”. Opera o wojnie, stracie i nadziei
©
Bronisław Tumiłowicz

Czy trzeba uaktualniać klasyczne pozycje operowe, aby przekazać publiczności własny pogląd na bieżące dramaty i konflikty? To dosyć bezpieczna forma zaznaczania stanowiska twórców wobec współczesności, a przy tym pokaz ich artystycznej kreatywności. Czymś zupełnie odmiennym i wymagającym publicznej odwagi jest wystawienie opery Matki Chersonia, która wprost odnosi się do wydarzeń całkiem bliskich, właściwie trwających nieprzerwanie od 2022 roku, kiedy świat zobaczył pełnoskalową agresję na Ukrainę. Zapewne wśród promotorów tego pomysłu była Keri-Lynn Wilson, która stworzyła z muzyków ukraińskich Ukrainian Freedom Orchestra. Nie tylko bomby, rakiety, drony spadające na cywilnych mieszkańców były i są postrachem u naszego wschodniego sąsiada, agresja obejmuje także działania propagandowe i atakujące świadomość, podważające tożsamość narodową Ukraińców. Jednak jednym z najbardziej perfidnych ciosów, które spadły na tamte rodziny, było odebranie dziesiątków tysięcy dzieci, co z początku mogło wyglądać na całkiem bezpieczną pomoc humanitarną. Taką historię opisuje muzycznie kompozytor Maksym Kołomyjec we współpracy z amerykańskim librecistą i dramaturgiem Georgem Brantem, bowiem zamówienie na taki pro-ukraiński utwór przyszło z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Brant przestudiował dziesiątki publikacji medialnych nadchodzących z walczącej Ukrainy, wywiady i reportaże, ale dopiero historia podstępnie uprowadzonych dzieci przejęła go głęboko i pomogła stworzyć autentyczny dramat oddziałujący mocno na emocje. Językiem oryginału nowej opery jest angielski. Wykonanie koncertowe Matek Chersonia odbyło się w Kijowie, ale prapremiera dzieła trafiła na scenę Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, z zaznaczeniem, że jest to koprodukcja z MET. Wyreżyserowała dramat Barbara Wysocka, scenografię zaprojektowała Barbara Hanicka, zaś kostiumy stały się dziełem Julii Kornackiej.

Fabuła dramatu jest dosyć prosta i zrozumiała dla każdego. Dwie przyjaciółki z okupowanego przez Rosjan Chersonia ulegają namowom nauczycielki, aby wysłać córki na letni obóz, gdzie nie będą żyły w ciągłym stresie, słuchając odgłosów walk. Rychło okazuje się, że dwutygodniowy obóz wypoczynkowy przeciąga się i matki czują, że zostały oszukane. Nauczycielka ich dzieci unika tłumaczenia sytuacji i wyjeżdża z miasta. Jedna z kobiet wysłuchuje pretensji męża, który na jeden dzień odwiedził swój dom. – Ciekawe, czy jest tak dobrym żołnierzem, jakim był mężem i ojcem – Kateryna zwierza się koleżance Daszy. Grupa kobiet z Chersonia skrzykuje się, wynajmuje stary autobus, aby wspólnie odwiedzić obóz młodzieżowy i odebrać dzieci. Jest wśród nich także Olha – to wspaniała dramatyczna rola Małgorzaty Walewskiej –, która pragnie odzyskać swoją wnuczkę, niestety w trakcie podróży umiera. Trasa misji kobiet przebiega przez Polskę i jest tu okazja, aby wspomnieć o chwalebnym podejściu naszych obywateli pomagających uchodźcom ze Wschodu, potem droga wiedzie przez Białoruś, Moskwę, wreszcie kobiety, po licznych szykanach i wymuszonych łapówkach, trafiają na ów obóz, z którego większość dzieci już wyjechała jakoby do „zastępczych rodzin”. Tylko Kateryna, główna bohaterka tej misji, kreowana przez Izabelę Matułę, odzyskuje, choć nie bez problemów, swoją córkę, pragnie zabrać także wnuczkę Olhy, ale jej koleżanka Dasza – Kamila Dutkowska – już nie ma tyle szczęścia. Nie potrafi udowodnić kierownictwu obozu – tu mroczna rola Tadeusza Szlenkiera –, że jest matką właśnie tej dziewczynki. Wielokrotnie pada rutynowy zarzut wobec obywateli Ukrainy, że są nazistami.

Fakt, że wszyscy śpiewają po angielsku, nie utrudnia zrozumienia dialogów i partii solowych, bo tłumaczony tekst jest oczywiście wyświetlany na ekranach. Nawet oryginalna kołysanka ukraińska, zaczerpnięta ze skarbnicy popularnych melodii przez kompozytora, która jest jednym z motywów muzycznych, nie robi wrażenia sztuczności. Do składu orkiestry kompozytor dołączył nawet tradycyjną ukraińską bandurę, która odzywa się w sekwencjach spokojniejszych i lirycznych. Ważna i brzmiąca z ortodoksyjną harmonią jest partia chóru, a ponieważ bohaterami są także dzieci, więc solistki mogą po matczynemu przytulać członków Chóru ARTOS im. Władysława Skoraczewskiego. W przedstawieniu biorą udział dwa tuziny polskich solistów znanych już z innych produkcji TWON, ale znakomitą rolę wykreował jako kierowca autobusu islandzki baryton Ólafur Sigurdarson. Wśród postaci dramatu są nawet rosyjscy oficjele, jak np. Z-ca pełnomocniczki ds. praw dziecka (Marek Kulik), są pogranicznicy białoruscy i rosyjscy oraz obozowi wartownicy. Dekoracje, m.in. autobus, który przekształca się we wnętrze samolotu pasażerskiego, są jednymi z ciekawszych elementów wizualnych. Ponadto realności kobiecej podróży dodają projekcje wideo, na których przewijają się dziesiątki spalonych, częściowo zburzonych domów. Maksym Kołomyjec, choć znany jest jako kompozytor wielu utworów elektronicznych i muzyki konkretnej, potrafi też przetwarzać klasyczne motywy na nowoczesny język muzyczny. Muzyka do opery Matki Chersonia ma przy swej nowoczesności także miejscami cechy ukraińskiej śpiewności. Warszawskimi wykonaniami dyrygowała Keri-Lynn Wilson. Na rok 2028 zapowiedziane są przedstawienia w USA. Wspomina się też o udziale Aleksandry Kurzak w jednej z głównych ról.

Bronisław Tumiłowicz