PL
en
Zamknij

Arrow „Faustów dwóch”. Bronisław Tumiłowicz o krakowskiej inscenizacji opery Charlesa Gounoda

21 Paź, 2026
„Faustów dwóch”. Bronisław Tumiłowicz o krakowskiej inscenizacji opery Charlesa Gounoda
©
Bronisław Tumiłowicz

Są dwa sposoby prezentacji na scenie tytułowego bohatera opery Charlesa Gounoda Faust. Pierwszy wymaga zaangażowania jednego dobrego śpiewaka, który najpierw występuje w roli starego Fausta, zgarbionego, poruszającego się z trudem, o słabym, ściszonym głosie, a po wezwaniu Mefistofelesa otrzymuje błyskawicznie (bo następuje błysk magnezji) nową postać, wyprostowuje się, zrzuca stary fartuch roboczy, a pod spodem ma efektowne, eleganckie ubranie, a co najważniejsze, zaczyna operować wspaniałym, dźwięcznym tenorem. Michał Znaniecki wybrał dla krakowskiej premiery tej słynnej pozycji repertuarowej drugie rozwiązanie – Faustów jest dwóch, ten młody sprytnie podmienia starego, ale, o dziwo, w końcówce opery pojawia się znów, obok tego starego, jako drugi, też stary Faust.

W ten sposób Michał Znaniecki stworzył trzeci sposób realizacji scenicznej dla francuskiej opery. Miał o tyle ułatwione zadanie, że zarówno Faust stary – Tomasz Kuk, jak i młody – Adam Sobierajski są do siebie bliźniaczo podobni, tego samego słusznego wzrostu, mają taką samą łysinę i podobną fizis. Różnice w prowadzeniu głosu tenorowego są też niewielkie. Ponieważ Faust wchodzi do stałego repertuaru Opery Krakowskiej, przygotowano poczwórną, a w przypadku roli tytułowej tylko potrójną obsadę. Ciekawe, jak będą do siebie pasowali artyści o nieco innych parametrach wzrostu, fizjonomii, owłosienia itd. Pozostali starzy Faustowie – Janusz Dębowski i Adam Zdunikowski powinni się jakoś sparować z młodymi – Jakubem Luboińskim i Szymonem Roną. Ale to już zmartwienie reżysera i zarazem scenografa, a pewnie także trochę dyrygenta Svetoslava Borisova, bowiem partia dla młodego Fausta jest trudniejsza od partii starego, wymaga m.in. zaśpiewania w arii o małym, białym domku Małgorzaty wysokiego „c”.

Do roli Małgorzaty przygotowano aż cztery śpiewaczki (podczas gali zapowiadającej nowy sezon było ich pięć). Na premierze wystąpiła Iwona Socha, ale będą ją zastępować także Marcelina Román, Edyta Piasecka i Paula Maciołek. Mefistofelesów jest tylko dwóch – Rafał Siwek, który na premierze odebrał najbardziej huczną owację, oraz Wołodymyr Pańkiw. Wreszcie są trzy Sieble, trzech Walentych, dwóch Wagnerów i aż cztery Marty. Być może wiąże się to z dodatkowym pomysłem inscenizacyjnym Michała Znanieckiego, aby postacie Wagnera, Siebla i Marty wykorzystać jeszcze w specjalnym Prologu, wyłącznie teatralnym, czyli bez udziału orkiestry. Wagner będzie dyrektorem teatru, w którym ma się odbyć premiera Fausta, Siebel jest poetą/poetką, zaś Marta po prostu jedną z aktorek. W tej części artyści deklamują niezbyt wyraźnie tekst Goethego, ale nie z dramatu Faust, lecz poetycki fragment odnoszący się do problemów artysty i jego odbiorców.

Najzabawniejszym momentem nudnawego Prologu, w którym jakoby odbywa się próba dramatu Johanna Wolfganga Goethego, jest celowe przejęzyczenie wspomnianej Poetki – tutaj Moniki Korybalskiej – która do tekstu wiersza niemieckiego mistrza dołącza słowa z Inwokacji do Pana Tadeusza Adama Mickiewicza – Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała. Z właściwą operą nie ma to wiele wspólnego; daje jednak reżyserowi pretekst, by pracę nad dziełem Goethego skonfrontować z „francuskim odczytaniem” niemieckiego dramatu, sprowadzającym się wyłącznie do wątku romansowego, gdzie młody Faust uwodzi Małgorzatę, a następnie ją porzuca, by przypomnieć sobie o niej dopiero przed śmiercią dziewczyny. W to wszystko zaangażowane są moce piekielne, Mefisto, który wprowadza Fausta w świat czarownic podczas Nocy Walpurgii i tutaj odbywa się tradycyjna dla gatunku grand opéra, pozbawiona śpiewu scena baletowa znakomicie opracowana choreograficznie przez Jacka Tyskiego z kostiumami Małgorzaty Słoniowskiej.

W oryginale Goethego scena ma ilustrować wejście w przestrzeń chaosu, zmysłowości, magii i zatracenia struktury świata. Reżyser przedstawienia, który zapewne identyfikuje się ze starym Faustem, zamyka jednak operę Gounoda klamrą, jak w Prologu. Młody, choć już podstarzały Faust przytula głowę do swego scenicznego odbicia i razem kontemplują próbę powrotu do młodości. Wniosek – chyba się nie opłacało. W oryginalnym dramacie bohater odnajduje sens życia nie w rozpuście czy magii, lecz w służbie społeczeństwu.

Bronisław Tumiłowicz