PL
en
Zamknij

Arrow Marcin Łobacz: „Dobry kostium mówi sam za siebie”

13 Paź, 2026
Marcin Łobacz: „Dobry kostium mówi sam za siebie”
©

Panie Marcinie, spotykamy się przy okazji kolejnej współpracy z Warszawską Operą Kameralną. Jak wspomina Pan wcześniejsze wspólne realizacje i co przyciąga Pana do pracy z naszym teatrem?

Każda produkcja to podróż po innej krainie, pozostawiająca moc rozmaitych wspomnień, lekcji i doświadczeń. Moje wcześniejsze realizacje dla Warszawskiej Opery Kameralnej to opera i balet. Teraz jest to musical, a zatem zupełnie inny gatunek. Panią dyrektor Alicję Węgorzewską znam od wielu lat i zawsze jest mi bardzo miło, gdy otrzymuję zaproszenie do współpracy, ponieważ wiem, że na pewno będzie to coś oryginalnego, a właśnie to jest dla mnie najważniejsze. Przyciąga mnie też samo miejsce – jego intymność, bliskość widza i sztuki. To bardzo wyjątkowy sposób przeżywania spektaklu.

Projektuje Pan dla znanych osobistości, które mają własny styl i oczekiwania. Jak te doświadczenia pomagają Panu w tworzeniu kostiumów dla postaci scenicznych?

Projektowanie mody wymaga innego podejścia i innych rozwiązań niż projektowanie kostiumów. Doświadczenie w pracy z klientami VIP na pewno pomaga przy pracy nad kostiumami dla artystów. Każdego z nich traktuję indywidualnie i dbam o to, aby czuł się wyjątkowy i zaopiekowany, niezależnie od tego, czy jest to solista, tancerz, czy artysta chóru. Zawsze poświęcam każdemu podczas przymiarek i prób maksymalnie tyle czasu, ile potrzeba, aby osiągnąć zadowalający efekt i sprostać oczekiwaniom. To, co różni te dwie sytuacje, to jednak sposób wykorzystania stroju – w przypadku klienta jest to prywatna okazja, a w przypadku artysty – praca. Dlatego też kwestię własnego stylu należy tu w pewnym sensie odsunąć na rzecz stworzenia kostiumu, który umożliwi wcielenie się w określoną postać sceniczną, ponieważ to o jej charakter i wygląd tu chodzi. Ogromne znaczenie ma w tym procesie współpraca pomiędzy artystą a kostiumografem, mająca na celu jak najlepsze wykorzystanie potencjału kostiumu, a także wysiłek artysty, aby nauczyć się ogrywać kostium na scenie w sposób adekwatny do roli.

Marcin Łobacz: „Dobry kostium mówi sam za siebie”
©

W „Gdzie jest Róża?” spotykają się urzędnicy i bohaterowie mazowieckich legend. Jak za pomocą kostiumów zbudował Pan te dwa tak różne światy?

Analizując libretto, zdałem sobie sprawę, że pomimo różnic oba te światy łączy pewna doza odrealnienia. Nie mamy bowiem do czynienia ze zwykłym urzędem – Urząd Standaryzacji i Ewidencji Baśni i Legend tak naprawdę nie istnieje. Dlatego też mogłem sobie pozwolić na mrugnięcie okiem do widza. Moi urzędnicy to konstruktywistyczne, rysowane ołówkiem postaci z kreskówki. Szkicowość ma tutaj wymiar dosłowny, widoczny w geometrycznych garniturach, na których specjalnie nadrukowano ołówkowy wzór z moich ilustracji, ale i metaforyczny – szkic to coś niedookreślonego, a nie ostateczny obraz. Taki jest właśnie ten urząd. Niemniej jednak w zderzeniu ze światem legend pozostaje on formalny i monochromatyczny. Każde z miast, które odwiedzają Witold i Konrad, to inna paleta barw i inny kolor przypisany do danej postaci. Każda ma swój własny, wyrazisty styl podkreślający jej portret psychologiczny. Wszystko to buduje świat baśni w kontraście do rygorystycznej urzędowej rzeczywistości.

Czy punktem wyjścia były dla Pana dawne wyobrażenia bohaterów legend, czy raczej ich osobowości przedstawione w libretcie? Jak przebiegała droga od pierwszego szkicu do gotowego kostiumu?

Punktem wyjścia były dla mnie zarówno libretto i przedstawione w nim osobowości bohaterów, jak i dawne wyobrażenia postaci z legend. Najważniejsza pozostaje dla mnie jednak zawsze muzyka. Nasz musical to podróż przez różne style muzyczne, co chciałem oddać w warstwie kostiumowej. Zależało mi na stworzeniu charakterystycznych postaci, tak aby element zaskoczenia towarzyszył publiczności aż do samego finału. Droga prowadząca od ilustracji do gotowego kostiumu jest długa i kręta, sama w sobie dostarcza twórcy wielu niespodzianek. Nadzór autorski to najważniejsza część procesu, ponieważ to od niego zależy końcowy efekt i to, jak wiernie odzwierciedla on oryginalną wizję kostiumograficzną. Stworzenie gotowego kostiumu poprzedza wiele przymiarek, prób i rozmów z artystami. Proces twórczy jest dynamiczny i nie kończy się, dopóki nie uznam, że wszystko jest już „oczyszczone”, dopracowane i perfekcyjne według moich standardów.

Marcin Łobacz: „Dobry kostium mówi sam za siebie”
©

Kostium w musicalu musi dobrze wyglądać, ale też pozwalać artyście śpiewać, tańczyć i swobodnie się poruszać. Która postać postawiła przed Panem największe wyzwanie?

Największym wyzwaniem są zawsze kostiumy tancerzy, ponieważ to oni muszą być w stanie wykonać pełną choreografię taneczną. Podobna różnica występuje między projektowaniem kostiumów do opery a projektowaniem kostiumów do baletu. Kostiumy taneczne wymagają innego rodzaju tkanin, innych rozwiązań krawieckich i trików konstrukcyjnych. Nawet zdobienia muszą być inne, aby nie zaczepiały o siebie podczas tańca. Warto zauważyć, że tancerze w naszym musicalu mają po cztery różne kostiumy i sześć różnych nakryć głowy, a do tego bardzo często przebierają się w krótkim czasie, prezentując stroje w rozmaitych konfiguracjach. Wszystkie kostiumy zostały zaprojektowane i wykonane tak, aby zapewnić tancerzom pełen komfort oraz szeroki zakres ruchu, a jednocześnie sprawić, by zjawiskowo wyglądały w ruchu. Podobnie jest w przypadku solistów, choć wykonują oni mniej skomplikowane układy choreograficzne.

Czy jest w tym spektaklu kostium albo detal, na który chciałby Pan szczególnie zwrócić uwagę widzów – coś, co opowiada o bohaterze więcej, niż zauważamy na pierwszy rzut oka?

Rozmawiamy po premierze, więc już mogę powiedzieć, że uwagę każdego widza przyciągnął inny kostium lub szczegół. Zawsze z wielkim zainteresowaniem słucham niezależnych opinii odbiorców, którzy podchodzą do mnie w przerwie albo po spektaklu, zanim jeszcze zdążę cokolwiek zasugerować. Dobry kostium mówi sam za siebie, budując postać bez zbędnych tłumaczeń i pomagając artyście wejść w rolę. Produkcje WOK wymagają zupełnie innego podejścia do projektowania ze względu na bliskość sceny – tu wszystko, każdy szczegół, widać jak na dłoni. Mówiąc o detalu, nie mógłbym nie wspomnieć o innowacyjnej technice, którą wykorzystałem w kostiumach Wodnicy i Boruty – druku zdobień 3D bezpośrednio na tkaninie. To bardzo trudna technologia, stawiająca wiele wyzwań, ale tylko takie ambitne projekty mnie interesują. Nigdy w życiu nie szedłem na łatwiznę. Z tego, co wiem, nikt w polskich produkcjach teatralnych jeszcze tego nie wykorzystywał, więc jesteśmy pionierami, co daje mi jeszcze większą satysfakcję. To, co technika ta opowiada o wymienionych bohaterach, pozostawiam do swobodnej interpretacji widza…

Marcin Łobacz: „Dobry kostium mówi sam za siebie”
©

Marcin Łobacz. Projektant mody i kostiumów tworzący na arenie międzynarodowej dla teatru, opery, baletu, musicalu, filmu i innych sztuk scenicznych. Dwukrotny laureat Teatralnej Nagrody Muzycznej im. Jana Kiepury w kategorii najlepsze kostiumy – w 2020 roku za operę „Czarodziejski flet” W.A. Mozarta oraz w 2021 roku za balet „Dziadek do orzechów” P.I. Czajkowskiego, wystawiane w Warszawskiej Operze Kameralnej.
Urodził się w Warszawie. Pierwszą kolekcję zaprezentował jako 15-latek, a w wieku 17 lat został laureatem konkursu Oscary Mody. W 2012 roku ukończył BA Fashion w prestiżowym Central Saint Martins College w Londynie.
Już jako student współpracował z takimi domami mody jak Philip Treacy, Givenchy, Alexander McQueen, Armani Privé i Julien Macdonald, tworząc kreacje dla takich gwiazd jak Cher, Lady Gaga, Rihanna i Kylie Minogue.
Jego projekty nosiły członkinie europejskich rodzin królewskich i arystokratycznych oraz gwiazdy estrady i filmu. Na zaproszenie szejka Bahrajnu prezentował swoje suknie także w Dubaju podczas Royal Global Artistic Forum.
Jego kreacje wielokrotnie publikowano m.in. w magazynach „Tatler”, „Elle”, „GQ”, „Hello!”, „Grazia” i „Daily Mail”.