Operowe ambicje Władysława IV, czyli jak opera trafiła do Polski
Przypomnijmy o ambicjach wieloletniego dyrektora Warszawskiej Opery Kameralnej Stefana Sutkowskiego, którego marzeniem było wystawienie pierwszej opery pokazanej w dawnej Polsce. Powtarzał na każdym spotkaniu z prasą i mediami elektronicznymi, że stara się odnaleźć dzieło operowe, którym cieszyła się dworska publiczność w XVII wieku.
Z pewnością nie był to utwór napisany przez Polaka, lecz sprowadzony z Italii, gdzie narodziła się opera. W tym kontekście padało zwykle nazwisko Marco Scacchiego, który po wstąpieniu na tron Władysława IV Wazy został kapelmistrzem kapeli królewskiej. Inny trop w poszukiwaniu najstarszej „polskiej” opery prowadził do córki słynnego kompozytora florenckiego Giulia Cacciniego – Franceski Caccini. To właśnie ona skomponowała niewielki utwór operowy Dramma per musica, dedykowany polskiemu królewiczowi odwiedzającemu Florencję. Zachowało się libretto tego dzieła, zatytułowanego Wybawienie Ruggiera, które na język polski przełożył Stanisław Jagodyński – wówczas ubogi student z Polski, obecny na uroczystości. Nut jednak nie odnaleziono. Przypuszczano jedynie, że gdyby opera Franceski Caccini została wystawiona w Polsce, byłaby pierwszym dziełem operowym zagranym i zaśpiewanym na naszych ziemiach. Stefan Sutkowski zatrudnił nawet muzykologa, aby poszukiwał muzyki do opery pani Caccini, ale nic z tego nie wyszło.
Minęło wiele lat i oto mamy w Zamku Królewskim w Warszawie wspaniałą wystawę Wielka gra. Opera Władysława IV oraz towarzyszącą jej książkę, opisującą szczegółowo ambicje i osiągnięcia w dziedzinie rozwoju kultury polskiego króla z dynastii Wazów. Siedziba królów polskich po 400 latach, właściwie dokładnie w 431. rocznicę urodzin tego władcy, przypomina znakomitą tradycję jednego z najważniejszych teatrów w Europie – opery dworskiej Władysława IV. Pokazano ponad 100 artefaktów związanych z teatrem operowym: dzieła malarstwa i grafiki, historyczne instrumenty muzyczne oraz dokumenty i druki z epoki. Ważnym punktem wystawy jest zrekonstruowana siedemnastowieczna scena teatralna, w której mechanika teatru służy budowaniu scenicznej iluzji. Publiczność odwiedzająca wystawę może na nią wejść, a nawet poruszać niektóre proste mechanizmy, takie jak maszyna wiatrowa czy urządzenia symulujące burzę, grad i fale Wisły. Przygotowano nawet gabinet z kostiumami teatralnymi, aby młodsi widzowie mogli wczuć się w legendarne lub historyczne postacie występujące na królewskiej scenie.
Przedstawienia operowe i dramatyczne tego okresu łączyły zwykle wątki biblijne i mitologiczne z aluzjami do bieżących spraw politycznych czy dynastycznych. Wystawa na Zamku ma uprzytomnić wielkie znaczenie teatru w dawnej Polsce. Oprócz rozrywki i dworskiej zabawy, która zwykle kończyła się wspólnymi tańcami przy muzyce oraz pokazami sztucznych ogni, dostarczała także nauk moralnych i ilustrowała problemy polityczne kraju i Europy, ponieważ Polska odgrywała wówczas znaczącą rolę na kontynencie.
Jedynym, czego brakuje wystawie, jest śpiew operowy. Z głośników dyskretnie rozbrzmiewa jedynie utwór skrzypcowy z epoki baroku. Autorem wystawy i jej kuratorem jest dr Jacek Żukowski, który postarał się przybliżyć niezwykłą rolę Władysława IV w kształtowaniu Warszawy: od dworskich spektakli, przez artystyczne ambicje, aż po tworzenie przestrzeni, w której polityka spotykała się ze sztuką. Jest to więc ważny składnik historii miasta, które stawało się sceną, i opowieść o królu doskonale rozumiejącym siłę widowiska.
Podczas spotkania współautorzy książki towarzyszącej wystawie przybliżali publiczności szczególne cechy teatru barokowego i środowisko, do którego był on skierowany. Oczywiście opery pokazywane na dworze Władysława IV nie były przeznaczone dla wszystkich, lecz wyłącznie dla elity ówczesnej władzy, choć podobno publiczność liczyła nawet 600 osób. Pierwsze profesjonalne przedstawienia dla szerszej publiczności, wpuszczanej po wykupieniu biletu, odbywały się dopiero później, za czasów króla Sasa. Pokazywano również przedstawienia dla zwykłych mieszkańców, istniał też teatr plebejski.
Podczas spotkania ze współautorami książki Wielka gra. Opera Władysława IV opowiadano również o specyfice sztuki teatralnej i operowej w XVI i XVII wieku, która z trudem zdobywała w Polsce obywatelstwo, ponieważ była moralnie podejrzana. Na polskim dworze uważano na przykład, że kobiety śpiewające „źle się prowadzą”. Król Zygmunt III Waza, ojciec Władysława IV, interesował się sztuką, ale przedstawienia oglądał niejako „w ukryciu”. Jego syn był już bardziej otwarty na dzieła artystów, choć w obyczajach dworskich nie nastąpił jeszcze zdecydowany przełom.
W każdym razie na zaślubiny Władysława IV z Cecylią Renatą skomponowano i wystawiono operę o św. Cecylii. I znów – muzyki jak dotąd nie odnaleziono, ale włoskie libretto napisane przez sekretarza królewskiego Virginia Puccitellego jest niezbitym dowodem wysokiego poziomu artystycznego. Na język polski przełożyła je współcześnie dr Agnieszka Pudlis – historyczka sztuki, italianistka, a także poetka.
A co do muzyki, możemy – podobnie jak niezapomniany dyrektor Stefan Sutkowski – narzekać na brak nut tego utworu. Jednak, jak powiedziała muzykolożka prof. Barbara Przybyszewska-Jarmińska, badania i poszukiwania są wciąż prowadzone i nigdy nie wiadomo, jakie przyniosą efekty.
Rangę króla Władysława IV jako mecenasa kultury podkreślają również jego plany sprowadzenia do Polski najwybitniejszego kompozytora tego okresu – Claudia Monteverdiego. Zamysł się nie powiódł, ale na wystawie w Zamku Królewskim w Warszawie można zobaczyć portret genialnego włoskiego muzyka. Nasz król był znany w całej Europie. Interesował się nie tylko sztuką, ale także astronomią, korespondował z Galileuszem, a słynny flamandzki malarz epoki baroku Peter Paul Rubens namalował jego portret. Kopię tego dzieła również można obejrzeć na wystawie.
Bronisław Tumiłowicz