Szekspirem faszerowani. Romeo i Julia w TWON
Dlaczego większą popularność zdobyła sobie opera Faust Charles’a Gounoda a nie Romeo i Julia tego samego autora? Czyżby Goethe, na którym oparto Fausta, był lepszy od Szekspira? Po spektaklu w reżyserii Barbary Wysockiej wydaje się, że w Fauście wykorzystano o wiele bogatszą fabułę, gdzie występują nawet moce pozaziemskie a historia miłosna znajduje finał na o wiele większej przestrzeni niż Verona, praktycznie między Ziemią i Niebem.
W Romeo i Julii mamy dramat realistyczny, w zasadzie kameralny. Choć tu i tam jest rola spodenkowa (Zuzanna Nalewajko), tu i tam mamy ważną partię dla głosu basowego, jednak ciekawsze są popisy Mefista niż zwykłego księdza, cokolwiek mieli byśmy mu do zarzucenia (Rafał Siwek). Ale wszystko inne jest podobne. W rolach kochanków trudne role mają sopran koloraturowy (znakomita Nina Minasyan) i tenor liryczny (Bekhzod Davronov), więc ich duety miłosne są na pierwszym planie, zresztą w Romeo i Julii jest takich duetów trzy, albo cztery , a w Fauście tylko jeden, choć później, przed śmiercią Małgorzaty, powtarza się główny motyw. Służącą i powiernicą Julli (i Małgorzaty) jest mezzosopran (Elżbieta Wróblewska).
Pozostałe role wypełniają barytony i są potraktowane drugoplanowo, choć opiekunem Małgorzaty jest jej brat, a Julii – tatuś. W Romeo i Julli jest jeszcze jeden ważny tenor, zły charakter Tybalt (Mateusz Zajdel), no i najważniejsze – najbardziej charakterystyczną rolę motywiczną powierzono walcowi. W Fauście to zabawa dla wszystkich, a w Romeo i Julii popis sopranowy, naprawdę urzekający „Ah! Je veux vivre„. To się pamięta.
A co jeszcze zapamiętamy z inscenizacji Romea w Teatrze Wielkim Operze Narodowej? Ponure dekoracje Barbary Hanickiej stworzone pewnie po to, by na betonowej powierzchni dobrze wypadły sentencje wypisane w obcym języku. Z pewnością jest to język Szekspira, ale czy cytaty z Szekspira? Tego nam nie wyjaśniono. Takie zdania jak: where civil blood makes civil hands unclean, albo some shall be pardoned and some punished albo delights have violent ends, są jakby aluzjami do tego , co się stało albo stanie, ale nie odnoszą się do absolutnie kluczowego uczucia miłości, co jest istotą w Romeu i Julii, tylko skłaniają nas do myślenia o wątkach społecznych , politycznych , konfliktach regionalnych, a nie szczęściu związanemu z miłością (nawet krótką).
Są jedynie powtórką z lekcji angielskiego. W ogóle cała ta inscenizacja razem z napisami ma się do tragedii miłosnej tak jak np. ostatnie słowa o zgodzie z „Zemsty” Fredry do naszej obecnej sytuacji. Byłby to zatem właściwy trop dla większego uwspółcześnienia i zaktualizowania całej operowej przygody. Zamiast Montecchi i Capuleti niecby to były KO i PiS. Zamiast do Verony akcję można by przenieść do Szpitala Północnego, a konkretnie Romeo wprowadziłby bezprawnie Julię, we wiadomych celach, do specjalnego salonika VIP. Aby zapobiec strasznej aferze doktor Laurenty dałby Julii środek pozorujący śmierć. Romeo wpadłby w rozpacz i wziął inny środek wybawiający go od odpowiedzialności.
Julia jednak odzyskała przytomność, i dalej jak u Gounoda albo Szekspira, jak kto woli. Tylko, czy dyrygent całości Robert Houssart zgodził by się na takie poprawki?